05.03.2016

Rozdział 15

- Antonine, zapomniałaś jeszcze o ubraniach z wieszaka! - krzyknął mój ojciec z pierwszego piętra domu
- Prałam je w nocy, wyschły już? - odkrzyknęła
- Już są suche. Przyniosę ci je - usłyszałam jak tata schodzi po schodach - Proszę Antonine
- Dzięki Bradley, jesteś kochany - uśmiechnęła się do taty

Z Kacprem siedzieliśmy na kanapie i nie mogliśmy wytrzymać ze śmiechu. Od wczoraj tata i Antonine są dla siebie strasznie mili. Tata pomaga jej w pakowaniu i zaproponował, że odwiezie ją na lotnisko. Jest strasznie szczęśliwy, że moja przyjaciółka wyjeżdża. Mi jest smutno, będę za nią tęsknić. Mieszkała z nami prawie 3 tygodnie i przyzwyczaiłam się do jej obecności. Dom wydawał się weselszy i żywszy chociaż jedyne pocieszenie jest takie, że za cztery dni przylatuje Alan. Tata na wieść o tym był niezadowolony. Pokłóciliśmy się nawet, bo on go nie toleruje. Uważa, że ludzie którzy brali dragi będą je brać zawsze i nigdy się od nich nie uwolnią. Ale mimo wszystko zgodził się, żeby Alan nocował u nas. Jak to on określił: "Z dwojga złego wolę tego ćpuna pod swoim dachem, niż tą czarownicę"

- Kurde, wydaje mi się, że czegoś zapomniałam - po raz kolejny Antonine zaczęła przeszukiwać swoją torebkę - bilet mam, portfel też mam, dokumenty są... W torebce mam wszystko
- Jak zapomniałaś, to zawsze możesz sobie kupić - odpowiedziałam jej patrząc w okno
- Ale pocieszyłaś - odwróciła się w moją stronę
- Jeśli czegoś zapomniałaś, a będzie to strasznie ważne, to możesz być spokojna, wyślemy ci pocztą - powiedział mój tata wjeżdżając na parking lotniskowy

Stałam na lot­nisku. Pat­rzyłam przez og­romną szybę na sa­molot, który za­raz miał wys­tarto­wać. Antonine już była w środku. Jeszcze niedaw­no w ogólnie nie myślałam o tym, że będzie musiała wrócić do Francji. A teraz kiedy już odlatuje, zaczęłam się zastanawiać, jak teraz będzie.
Kiedy Antonine wsiadła do samolotu, tata powiedział mi, że pieniądze na opłaty są na lodówce i odjechał, zostawiając mnie samą z Kacprem. Zauważyłam, że sa­molot ruszył. Jechał po pa­sie star­to­wym z co­raz większą prędkością, aż w końcu po­der­wał się do lo­tu. Kiedy zniknął nam z pola widzenia, westchnęłam i razem z Kacprem wyszłam z lotniska. Spacerem wracaliśmy do domu.
Po 30 minutach doszliśmy do naszego domu. Tata faktycznie zostawił pieniądze na lodówce. Położyłam Kacpra do łóżka, włączyłam mu bajki i zrobiłam śniadanie po czym sama poszłam do pokoju się przebrać. Musiałam iść na pocztę zapłacić wszystkie rachunki i zrobić jakieś zakupy.

~~

- No da­lej, przy­mierz ją wreszcie!
No tak, oczy­wiście. Nie ma to jak za­kupy z przy­jaciółką w so­bot­nie po­połud­nie i to w no­wym skle­pie w galerii handlowej. Zwłaszcza kiedy Two­ja przy­jaciółka jest ob­se­syj­nym fa­nem ub­rań i karze Ci je wszys­tkie przy­mie­rzać. Ma­sak­ra! A już prze­de wszys­tkim, jeżeli jest to przeb­rzydła i o wiele za krótka żeby naz­wać ją przyz­woitą, w do­dat­ku po­marańczo­wa... Kocham zakupy, ale z Madi można oszaleć i znienawidzić je.
- Spódniczka! Weź ją do przy­mie­rzal­ni, jes­tem pew­na, że będzie na To­bie ideal­nie leżeć. No, nie daj się pro­sić.
Tyl­ko te­go bra­kowało...
- Posłuchaj mnie Madison. Nie przy­mierzę tej spódni­cy, bo i tak jej nie ku­pię. Po­nieważ, po pier­wsze: spójrz na cenę - za 149 dolarów miałabym już przy­naj­mniej ze 2 spódniczki i bluzkę do te­go, a po dru­gie - prze­cież wiesz bar­dzo dob­rze, że niena­widzę po­marańczo­wego ko­loru. Jest ob­rzyd­li­wy. Wyglądałabym w tym jak mar­chew­ka. Jeśli chcesz, to sa­ma ją przy­mierz.
-Ale co ci szkodzi przymierzyć, nie musisz od razu kupować.

Machnęłam ręką i od­wiesiłam trzy­maną prze­ze mnie ob­rzyd­liwą spódniczkę. Madi była cza­sem nie do zniesienia. Ale tak nap­rawdę stała się dla mnie nap­rawdę niezastąpioną przy­jaciółką i właści­wie wszędzie chodziłyśmy ra­zem.

- Chodźmy coś zjeść. Jes­tem piekiel­nie głod­na. - stwier­dziłam
- Hej, obiecałaś, że już nie będziesz przek­li­nać! Pa­miętaj, że mo­ja ma­ma...
- Prze­cież "piekiel­nie" to nie przek­leństwo. To tyl­ko ta­ki... hmm... do­bit­nie ob­ra­zujący coś przy­miot­nik często po­jawiający się w języ­ku młodych.
- Wow, po raz pier­wszy w życiu po­wie­działaś coś tak mądre­go! - za­wołała z uda­wanym zdziwieniem Madi
- Wiem.
- Nie no, po­ważnie, dziew­czy­no. Wiesz, co to jest przy­miot­nik. Jes­tem pod wrażeniem!
Spoj­rzałam na nią z uko­sa. Czy wspo­minałam już, że jej to­warzys­two bar­dzo mnie iry­tuje? Chy­ba tak... Mniej­sza z tym.
- A gdzie idziemy? Do Mc'Do­nal­da?
- Błagam Cię  Octavia, kiedy wreszcie do­rośniesz? Masz już 19 lat!
- Jeszcze nie!
- Daj spokój - Madi wywróciła ocza­mi - Dos­ko­nale wiesz o co mi chodzi - po­pat­rzyłam na nią wy­mow­nie. Wes­tchnęła - Ok, ok, chodźmy do te­go Two­jego Do­nal­da.
- Dziękuję ma­dam - mówiąc to dygnęłam z gracją.
 ~~~
 - A jak tam Two­je spra­wy z Justinem? - za­pytała Madison ja­kieś 10 mi­nut po­tem, kiedy opychałyśmy się już ham­burge­rami i roz­pychałyśmy żołądki colą. Wes­tchnęłam. Wie­działam, że prędzej czy później mnie o to za­pyta.
- Sa­ma nie wiem. Niby piszemy ze sobą smsy, przywozi do nas Jaxona... Ale ilek­roć do niego dzwo­nię, zaw­sze mówi, że od­dzwo­ni za godzinę. Ale te­go nie ro­bi ani po godzi­nie, ani na­wet po 2 czy 3. Wca­le się do mnie nie odzy­wa. To nap­rawdę wkurzające. Na przer­wach też ze mną nie ga­da.
- Dziw­ne... Ech, chłopa­cy. Nie war­to ni­mi zap­rzątać so­bie głowy.
- Masz rację.
- Ja zaw­sze mam rację - powtórzyła swoją ulu­bioną mak­symę. - A jak ten Alan?
- Przyjedzie za 3 dni dni - na mojej twarzy pojawił się uśmiech kiedy, Madi o nim wspomniała
- Zdecyduj się z kórym chcesz być...
- Z żadnym Madison, Alan mnie zranił a Justin to robi cały czas.  Jeszcze niedawno był u nas cały czas, pisaliśmy długie smsy, a od kilku dni cisza.
- Zakochałaś się w nim Octa - powiedziała Madison
- Jesteś kolejną osobą która tak uważa, a ja kolejny raz mówię, że nie. Okey, chodź kupię sobie jakieś ubranie, Alan nie może zobaczyć, że wyglądam jak uboga przyjaciółka
~ ~~
Leżałam so­bie w swoim po­koju, piątek wieczór a ja w spędzałam czas w do­mu, ow­szem miałam ochotę wyjść. Ale nie było gdzie a raczej bar­dziej z kim. Madison znowu pojechała na działkę z rodzicami. A tata zabrał Kacpra do kina na jakiś film animowany. Chciał żebym poszła z nimi, ale ja wolałam zostać w domu i poczytać jakąś ciekawą książkę i wypić mocną kawę. Nie chcę spędzać z nim czasu, bo nie zachowuje się fair wobec mnie. Jutro muszę jechać na policję zapytać co w sprawie mamy, bo nie mam żadnych nowych informacji, a na tatę nie mogę liczyć.
Jed­nak mój spokój przer­wał dźwięk SMS'a. Pomyślałam, kto to mógł na­pisać, stwier­dziłam nie muszę czy­tać, bo to pew­nie nic ważne­go jed­nak mo­ja cieka­wość była sil­niej­sza niż spokój. Nadawcą wiadomości był Alan. Pisał, że nie może się doczekać swojego przyjazdu do mnie. Nie odpisałam mu, nie miałam zbytnio ochoty. Alan bardzo dużo dla mnie znaczy, ale czuję, że zaczyna mi też zależeć na Justinie. Ostatnio spędziliśmy miłe chwile, ale od tego momentu nie odezwał się do mnie. Nie chcę się zakochiwać w kimś, kto mnie olewa.  To nie dla mnie, wolę kochać kogoś kto obdarzy mnie tym samym uczuciem.

*Justin*
- Justin, zadzwoń do Octavii, może będzie chciała pójść z nami - po raz kolejny moja mama suszyła mi głowę o nią
- Nie będzie chciała - odpowiedziałem patrząc w telewizor
- Ostatnio mówiła, że lubi teatr. A mamy jedno wolne zaproszenie na premierę Afery Mayerling - powiedziała rozemocjonowana
- Synu, zadzwoń do niej dla twojego i mojego spokoju - stronę matki wziął ojciec
Wyciągnąłem telefon ze spodni i wybrałem numer do Octavii, miałem nadzieję, że odbierze i powie wprost mojej mamie, że nie chce jechać. Ja osobiście, chciałbym żeby poszła z nami, ale nie chcę żeby moja mama miała z nią zbyt dużego kontaktu.
Chyba po dziesiątym sygnale odebrała telefon.
- Co chcesz? - zapytała bez żadnego przywitania
- Cześć, moja mama chce z tobą gadać - mówiąc to oddałem telefon mamie
- Dzień dobry kochanie, tu mówi Pattie - biorąc ode mnie telefon poszła do drugiego pokoju
Razem z tatą popatrzyliśmy się na siebie, po czym znowu wróciliśmy do oglądania telewizji. Nic ciekawego nie leciało, ale w oczekiwaniu na wyjście do teatru wszystko jest ciekawsze. Razem  z ojcem nie lubimy tam chodzić, ale moja mama to uwielbia. W młodości uczęszczała na kółko teatralne w liceum i od tego czasu była zafascynowana sztuką. Ja zawsze zasypiam na tych przedstawieniach.
- Octavia jedzie z nami! Była strasznie zachwycona! - krzyknęła szczęśliwa mama wchodząc do pokoju - Justin zmień tapetę, jest okropna
- A co miała powiedzieć jak zapewne nie miała innego wyboru? - powiedział mój tata podchodząc do mamy i całując ją
- Przynajmniej nasz syn będzie miał cudowne towarzystwo.

*Octavia*
Kiedy byłam w najciekawszym miejscu książki, znowu usłyszałam dźwięk mojego telefonu, tym razem jednak ktoś do mnie dzwonił. Z niechcenia spojrzałam na wyświetlacz. Dzwonił Justin, nie chciałam od niego odebrać, jednak jakaś część mnia nalegała na to aby to zrobić. Po krótkim czasie nacisnęłam zieloną słuchawkę
- Co chcesz?
- Cześć, moja mama chce z tobą gadać - powiedział i po sekundzie słyszałam głos Pani Pattie
- Dzień dobry kochanie, tu mówi Pattie
- Dzień dobry - przywitałam się - coś się stało, że chce Pani ze mną rozmawiać?
- Stało się, ale nic złego. Razem z mężem i Justinem idziemy do teatru na premierę Afery Mayerling, może chciałabyś pójść z nami?
- Ale dzisiaj? - spytałam zaszokowana
- Tak dzisiaj kochanie, pójdziesz?
- Dziękuję Pani, za pomyślenie o mnie, ale jest dosyć późno i nie mam czasu żeby się nawet naszykować, a szczerze mówiąc dzisiaj nie wyglądam za dobrze. 
- Przedstawienie jest o 22, więc masz jeszcze sporo czasu żeby się wyszykować. Będziemy po ciebie o 21 więc bądź gotowa. Do zobaczenia Octavia
- Ale proszę Pani....  - nie zdążyłam nic powiedzieć, bo usłyszałam rozłączone połączenie
Z chęcią poszłabym do teatru, ale nie dzisiaj. Chciałabym w końcu skończyć czytanie książki.  Po 5 minutach bezczynnego siedzenia na łóżku, położyłam telefon i łóżka i poszłam do łazienki wziąć prysznic i umyć głowę, potem zrobiłam makijaż i wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że nie miałam się w co ubrać. Moja szafa co prawda jest pełna, ale sukienki nie nadają się na premierę. A te które się nadawały, miałam już ubrane we Francji. Z nadzieją w sercu poszłam do sypialni rodziców wierząc, że mama zostawiła jakieś ładne ubrania. I zostawiła, czerwoną sukienkę i czerwony żakiet. Bez zastanowienia założyłam ubrania, wyglądałam całkiem spoko, ale wiem, że było mnie stać na więcej. Całe przygotowanie do wyjścia zajęło mi lekko ponad godzinę. Można by rzecz, że to mój rekord. Kiedy we Francji wychodziłam ze znajomymi do teatru, opery czy gdziekolwiek indziej szykowałam się z dwie, trzy godziny.
~~
Po 21 usłyszałam dzwonek do drzwi, zapewne Justin przyjechał z rodzicami po mnie. Poszłam je otworzyć i zaprosiłam ich do salonu sama idąc do swojego pokoju po torebkę. Na stole w kuchni zostawiłam tacie kartkę, że jestem w teatrze i zapewne wrócę późno i ma na mnie nie czekać. Pani i Pan  Bieber  cały czas mnie komplementowali, że wyglądam cudownie, tylko Justin powiedział, że wyglądam normalnie. Ale wiedziałam, że mu też się podoba, cały czas się na mnie gapił.
~~
Do domu wróciłam po 3 w nocy, po premierze poszliśmy jeszcze na bankiet, jednak źle się tam czułam. To było zupełnie inne środowisko niż te we Francji. Tutaj wszystko było zbyt bogate i wystawne. Kiedy otworzyłam drzwi domu, zobaczyłam, że tata śpi w salonie, musiał zasnąć oglądając telewizor, wyłączyłam odbiornik i przykryłam go kocem, nalałam sobie soku do szklanki i poszłam do swojego pokoju. Gdy się wykąpałam i zmyłam makijaż, poszłam jeszcze zajrzeć do pokoju Kacpra, dałam mu buziaka w czoło i przykryłam go. W swoim pokoju włączyłam telefon. Czekała na mnie miła niespodzianka. Czterdzieści nieodebranych połączeń i 20 smsów od Antonine. Znając moją przyjaciółkę musiało stać się coś bardzo ważnego, że tyle razy próbowała się do ze mną skontaktować. Nie odczytując smsów od razu do niej zadzwoniłam. Odebrała po drugim sygnale
- Cześć Octa, czemu nie odbierałaś telefonu? - od razu zaczęła zadawać pytania
- Byłam w teatrze z Bieberami, co się stało Antonine? Wychodzisz za mąż, że tyle razy dzwoniłaś? - zażartowałam
- Octavia, mam ważne wiadomości! - krzyknęła do słuchawki telefonu - Rozmawiałam z Anastasie Loucruit  i.....
- Nie znam nikogo takiego
- Oj znasz, pamiętasz imprezę w ogrodzie u Claude? Ten twój kuzyn Cyril z nią przyszedł i okazało się, że ona jest bliską kuzynką Andrei
- Ahh tak, teraz pamiętam. I co z nią?
- Spotkałam ją w sklepie i zapytałam co słychać u Andrei bo nie możemy się z nim skontaktować od kilku dni i ona mi powiedziała, że wyjechał z Francji na jakiś czas do swojej dziewczyny
- Andrea ma dziewczynę i nic nam o tym nie powiedział? Tak się nie robi. - byłam wkurzona
- Octavia! Anastasie mi powiedziała, że ta dziewczyna jest od niego starsza i ma rodzinę!
- To znaczy, że Andrea ma romans z mężatką? Boże, on chyba zwariował, rozbija cudzą rodzinę....
- Octavia zamknij się! Nie rozumiesz?! Ma starszą kobietę, wyjechał za granicę dwa dni przed tym jak zaginęła twoja matka!
- No i?
- Mam głupią przyjaciółkę, czy co? Octa, dziewczyną Andrei może być twoja matka!
Zatkało mnie. Moja przyjaciółka ma bujną wyobraźnię, ale teraz przeszła samą siebie
- Pamiętasz jak kilka dni przed waszym wyjazdem chodził przybity ? Wszystko go denerwowało i...
- Antonine przestań! - przerwałam jej - Andrea to mój przyjaciel, przecież nie mógłby pieprzyć się z moją matką! Chodził smutny bo jego przyjaciółka wyjeżdżała
- Smutna bo ty wyjeżdżałaś to byłam ja. On nawet na lotnisko nie przyjechał. Octa przemyśl to co ci powiedziałam. Ja jestem pewna, że oni mają romans. I teraz zapewne siedzą gdzieś w hotelu i się świetnie bawią.
Po tych słowach rozłączyłam się. Nie dlatego, że byłam zła na Antonine. Tylko dlatego, że mogła mieć rację. Andrea  od kilku miesięcy coraz więcej czasu spędzał z moją matką. Jeździli na zakupy, chodzili do kina, na spacery. Tata robił mamie o to awantury, zabraniał jej spotykania się z nim, jednak ona zawsze broniła Andreę, że to jej przyjaciel i będą się spotykać, ale zapewniała, że nic ich nie łączy oprócz tej cholernej przyjaźni.

Obudziłam się w wielkim bólem brzucha. Z szafki nocnej wyciągnęłam tabletki i popiłam je wodą. Jeszcze trochę poleżałam w łóżku, po czym poszłam do łazienki się załatwić. Potem zeszłam do kuchni coś zjeść. O dziwo przy kuchennym stole siedział tata. Było to dla mnie zaskoczenie, bo zawsze w weekendy nie było go w domu. Siedział  i czytał gazety, jakby nigdy nic się nie stało. Jakby nie przejmował się, gdzie jest moja mama. Jeszcze kilka lat temu kochał ją na zabój a teraz nie interesuje się nią.
- Cześć tata, co tutaj robisz? Nie  w pracy?
- Dzień dobry - powiedział oschle - mieszkam tutaj, jakbyś zapomniała.
- Powoli zapominam, bo ciągle jestem tutaj sama z Kacprem.
- Nie moja wina, że twoja matka zwiała ze swoim kochasiem - powiedział przewracając stronę w gazecie
- Masz jakieś dowody na to, że mama cię zdradzała? Powinieneś jej szukać, może coś się jej stało.
- Nic jej nie jest. Twoja matka zawsze potrafiła się dobrze ustawić. A ten Alan kiedy przyjedzie?
- W poniedziałek rano
- I zapewne po niego pojedziesz, znowu opuszczając szkołę. Octavia, nie podoba mi się to. Możesz robić co tylko chcesz, ale musisz chodzić do szkoły. 
- Ostatnio byłam chora, więc nie mogłam chodzić do szkoły. Alan przyleci tutaj prawdopodobnie o 6 więc przyjedziemy tutaj i pójdę do szkoły na 8. Spokojnie tato, nie zawalę niczego.
- Mam nadzieję. Na lodówce masz pieniądze, idź z Kacprem na jakiś obiad.
- A co z tobą?
- Ja muszę wyjść po południu i od razu mówię, nie wiem czy dzisiaj wrócę
- Okey, idę do salonu się położyć, mam okres - powiedziałam biorąc talerz z kanapkami i idąc do salonu - Gdzie Kacper?
- Bawi się na dworze. Aha, i jeśli już palisz to nie chowaj tej popielniczki po krzakach

~~
*Justin*
Do: Octavia
Chcesz się spotkać dzisiaj?

Od: Octavia
Nie mam co zrobić z Kacprem :/  Tata gdzieś idzie po południu.....

Do: Octavia
Moja mama chce ich zabrać do kina na bajkę, 
bo ponoć jakaś fajna o żółtych stworach

Od: Octavia
Dlaczego nie piszesz emotikonek? :(
Zaśmiałem się
Do: Octavia
:) ;) ;P ;D ;> :>  ;* <3

Od: Octavia
Okey, możemy się spotkać ;) Kiedy i gdzie?

Do: Octavia
Będę za niecałą godzinę. Radzę ci być gotowa kotek. To randka ;) 
Moi  rodzice przyjadą po Kacpra  za 20 minut 

Pogoda była ładna, w sam raz na randkę. Poszedłem do swojego pokoju się przebrać, a potem wziąłem od ojca klucze do nowego samochodu i poszedłem do garażu. Samochód wzbudzał podziw, był czarny, błyszczący i cholernie drogi. Wsiadłem do niego i po niespełna 20 minutach byłem pod domem Octavii, wysiadając z auta oparłem się o maskę samochodu i napisałem jej smsa, że ma natychmiast wyjść. Oczywiście musiałem czekać na nią 10 minut. Octavia podchodząc do mnie gwizdnęła patrząc na mój nowy samochód, na co ja się zaśmiałem. Zrobił na niej wrażenie. Otworzyłem jej drzwi pasażera, a ona ostrożnie do niego weszła. Pojechaliśmy małymi uliczkami do centrum miasta. Po drodze rozmawialiśmy o błahostkach i tematach ogólnych. Opowiadałem jej o czasach kiedy mieszkałem z rodzicami w Nowym Jorku, a ona opowiadała o swoi życiu we Francji. Pytaliśmy siebie o drobiazgi typu: ulubiony kolor, ulubiona książka, autor, film itd. Niby nic, ale takie rzeczy mogą bliżej poznać człowieka. Droga minęła nam szybko. Kiedy zaparkowałem pod kinem, Octavia od razu zaczęła krzyczeć, że nie pójdzie ze mną na żaden horror i to ona tym razem wybierze film. 
Wybrała najnowszy film z Bradem Pittem. Kiedy ona stała w kolejce po bilety, ja poszedłem kupić jedzenie i picie, po czym poszliśmy zając nasze miejsca. Jeśli ktoś zapyta mnie o czym był ten film, prawdopodobnie nie umiałbym na to pytanie odpowiedzieć. Siedziałem i prawie zasypiałem, a Octavia była zachwycona filmem. Po dwóch godzinach męki, poszliśmy coś zjeść. 
Zaparkowałem samochód przy ładnie wyglądającej restauracji, ale raczej niezbyt drogiej. Jak to określiła Octa "przyjemna knajpa". 
Kiedy kelner przyniósł nam zamówione jedzenie, znowu zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim o czym się dało. Octavia cały czas patrzyła mi w oczy i śmiała się w taki cudowny sposób.  Najlepszy był monet kiedy zacząłem do niej mówić po francusku. Teraz mogę stwierdzić, że francuzi mają okropny akcent. 
Po obiedzie pojechaliśmy do parku, chodziliśmy różnymi alejkami, a Octavia robiła mnóstwo zdjęć sobie, mi  i wszystkiemu co było można. Nie wiem ile czasu tam spędziliśmy, ale kiedy zaczęło się robić ciemno, chiała żebym ją odwiózł do domu, bo ma okres i musi zmienić podpaskę...  Tak, powiedziała mi to, bez żadnego skrępowania, jak to określiła "to jest normalne, że kobiety mają miesiączkę". 
~~~
*Octavia* 
Kiedy pożegnałam się z Justinem i zaczekałam aż odjedzie zaczęłam szukać kluczy do drzwi. Jednak drzwi były otwarte. Trochę sie przestraszyłam, bo taty miało nie być, a Kacper miał nocować o Jaxona. Powoli i ostrożnie weszłam do domu, w salonie na kanapie znalazłam pijanego ojca, który siedział na krześle przy stole. 
-  Niena­widzę jej. Spiep­rzyła mi życie. Wszys­tko dla niej od­dałem. Wszys­tko! Ro­zumiesz?! Je­bałem jak pies. Brałem do­dat­ko­we fuchy, a ta wys­ta­wiła mnie jak zwykłego psa. - wymamrotał ojciec. 
Pobiegłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi na klucz. Chciało mi się płakać. Zachowanie ojca popsuło mi ten dzień. A był taki cudowny. 

~~~

Przepraszam, że tak długo mnie tutaj nie było, ale po prostu nie miałam weny na pisanie. A w lutym jeszcze zaczęła się pierwsza sesja. Na szczęście wszystko zdane. Następny rozdział nie wiem kiedy się pojawi. Może za tydzień, może za miesiąc, ale pojawi się na pewno. 

CZYTASZ =KOMENTUJESZ